James stał na środku sali Zielarstwa i wodził wzrokiem za dyrektorem który chodził w kółko, bał się spojrzeć na Monic Tylor, nauczycielkę zielarstwa, bo była to nerwowa kobieta. Na opiekunkę gryfindoru Alice, zerknął tylko raz, ale gdy zobaczył jej groźne spojrzenie przypominające, spojrzenie Ginny więc wolał nie patrzeć w tamtą stronę. Stał i czekał, ręce mu się pociły, błagał w myślach, żeby się skończyło jak najszybciej bo dużej nie zniesie tego stresu, mimo że był już wiele razy u dyrektora ale nigdy jeszcze nie stukł szyby i to w sali profesor Tylor. Jimmy sam sobie teraz współczuł. W końcu dyrektor Longbottom przemówił
- James, dlaczego to zawsze musisz być ty? - chłopak nic nie odpowiedział tylko wzruszył ramionami – twój ojciec też miał szczęście do pakowania się w kłopoty, ale nico inne. Nawet nie wiesz jak głupio mi pisać listy ze skargą do twoich rodziców
- To jak pan już będzie pisał... - powiedział ochrypłym, smutnym głosem - ..to niech pan doda że ich bardzo kocham, to zawsze ich trochę łagodzi
Neville uśmiechnął się lekko i zasiadł przy biurku
- Tym razem ostrzeżenie
James spojrzał na niego, a jego twarz powoli zaczęła się rozpromieniać
- Na serio? - spytał z niedowierzaniem uradowany młody Potter
- Ale, ale panie dyrektorz.. - zaczęła profesot Tylor – tak nie może być, to.. nie sprawiedliwe, on mi szybę wybił, to skandal
- Spokojnie profesor Tylor – uspokoił ją Neville – jestem pewien że James nie zrobił tego specjalnie, a szybe da się naprawić magią, więc nie widzę problemu
- Pan, panie dyrektorze, to tylko go broni, bo jest synem pana przyjaciół!
- Wypraszam sobie takie osądzanie – powiedział stanowczo Longbottom – to nie ma nic do rzeczy. To prawda jego rodzice są moimi przyjaciółmi, ale jaki wielu i innych uczniów rodzice są moimi przyjaciółmi, a to dlatego że chodziliśmy razem do szkoły. I jeśli chodzi o ukaranie ucznia, i choć ciężko mi to zrobić, to zawsze postępuje sprawiedliwie – Dyrektor Longobottom był bardzo zdenerwowany, on nigdy nie lubił kłamstwa i strasznie wkurzały go oskarżania bez dowodów. Monic Tylor powiedziała krótkie „do widzenia” i wyszła obracając się na pięcie. James zaczął bić brawo
- Nie przeginaj – dodał Neville – jesteście wolni – zwrócił się do starszego syna Harry'ego i profesor Smith.
Kiedy tylko wyszli z sali, Alice złapała James'a za ucho i ciągnęła za sobą, chłopak jęczał i prosił by go puściła, zrobiła to gdy doszli w jakiś pusty zakątek hogwartu. Potter złapał się za ucho, a bolało nie miłosiernie
- Oszalała pani? - wyjąkał
- To nauczka, z tobą zawsze są problemy i nie życze sobie kolejnych takich numerów Dopiero się rok szkolny zaczął a ty już wpadasz w kłopoty. Pamiętaj, mam Cię na oku – powiedziała groźnie i zostawiła go, kierując się w stronę swojej sali.
- „z tobą zawsze są problemy” - przegrzeźnił ją James ciągle trzymając się za ucho – wredna baba – powiedział patrząc w stronę gdzie przed chwilą zniknęła i ruszył do kolegów.
W hogwarcie mijały dni i godziny, każdy dzień był nową przygodą. Albus'a tradycją zostało co drugi dzień wpadanie na herbatkę do hagrida, James już nie raz z kolegami i ze swoim starszym kuzynem Fred'em Jr. coś napsocił, mimo że Fred Jr. tylko czasami przyłączał się do ich wygłupów, ponieważ był poważniejszy i nie ciągnęło go do dowcipów aż tak jak jego ojca George'a, to robił wyjątki, bo jak to sam powtarzał „dziewczyny lubią niegrzecznych chłopców”, a był on raczej bardziej typem romantyka niż kawalarzem. Albert, TJ, Nat i David stali się najlepszmi przyjaciółmi Albus'a. Al lubił włóczyć się w okolicach zamku, i najczęściej towarzyszył mu w tym Albert i Rose. Rose też poznała przyjaciółki, była to Julia McGreen i Emily Morgan. Przeważnie to z nimi spędzała czas albo z Albus'em, unikała wszelkimi łukami Scorpius'a, gdyż obiecała ojcu że będzię na niego uważać.
Któregoś dnia, gdy był środek jesieni a z drzew spadały kolorowe liście, między uczniami rozeszła się wiadomość, o której żaden nauczyciel i prefekt nie mógł się dowiedzieć. A chodziło mianowicie o to, że paru uczniów z klasy czwartej i piątej, znalazło pustą starą salę, gdzie nikt nie prowadził lekcji i najwyraźniej nikt tam nie wchodził od paru ładnych lat. Jak ją otworzyli okazała się nie być taka mała, więc wpadł im do głowy pomysł żeby w nocy zrobić tam sobie imprezę, a zaproszeni byli wszyscy uczniowie z wszystkich domów. Wiadomość przekazywano sobie na kartkach, lub szyframi. Albus i Rose otrzymali taką kartkę od James'a w trakcie Lunchu. I rudowłosa najwyraźniej nie była tym pomysłem zachwycona
- Oszaleliście? Jeszcze ktoś nas przyłapie, no i trzeba się wyspać, żeby rano wstać.
- Impreza jest dziś w nocy, a jutro jest sobota – uświadomił ją Jimmy
- No i co? Biblioteka czynna cały czas, poza tym, to i tak ryzykowne dla domu, możemy stracić punkty
- Wszystkie domy są zaproszone – szeptał James – jeśli wszystkim odejmą punkty to i tak się wyrówna
Rose łupnęła na niego groźnie
- Spokojnie, nie musisz przychodzić jak nie chcesz
Dziewczyna wstała od stołu i szybkim krokiem ruszyła do wyjścia. Al bez słowa pobiegł za nią, i próbując do równać jej kroku wyszli z Wielkiej Sali.
- Słuchaj Rose, może powinniśmy pójść? - zaproponował Al
- Z głupiałeś do reszty? Czy muszę powtarzać jakie to bezmyślne?
- No ale, gdybyśmy poszli stali byśmy się bardziej popularni
- Popularni? - zdziwiła się Rose – Po co Ci to?
- Oj tak tylko powiedziałem, chodzi o to że jeśli tam nie pójdziemy, będziemy się wyróżniać z tłumu
Kuzynka Albus'a zatrzymała się na chwilę
- Co masz na myśli?
- No, że będziemy inni niż wszyscy i będą patrzeć na nas z góry
Rose pogrążyła się w myślach.
Dzień minął i nastała noc. Było ciemno w żadnym pokoju nie świeciło się światło, tylko blask księżyca wpadał przez okno, oświetlając twarz Albus'a który nie zasłonił się kotarą, nie spał, leżał i słuchał. Było dość cicho jak na imprezę która właśnie miała się z parę minut rozpocząć. Dało się słyszeć tylko ciche pochrapywania jego kolegów. Dziwne.. pomyślał, czyżby nikt nie szedł na imprezę? Spojrzał na zegarek który wybił godzinę pierwszą w nocy. Al po cichu usiadł na łóżku, nie chcąc nikogo budzić. Założył buty i wstał, łóżko lekko zaskrzypiało, a Potter znieruchomiał na chwilę. Rozejrzał się po kolegach i odetchną z ulgą. Nikogo nie obudził. Wyszedł z pokoju na palcach i równie cicho zamknął za sobą drzwi. W dormitorum Gryfindoru czekała już na niego Rose. Spojrzeli na siebie i w mgnieniu oka byli już na korytarzu. Szli w milczeniu, rozglądając się co trochę, czy nikt ich nie widzi. W pewnym momencie Albus potknął się o swoją sznurówkę, którą w pośpiechu zapomniał schować do buta, upadł na podłogę robiąc przy tym hałas, nie wielki co prawda, ale po korytarzu niosło się echo. Szybko się podniósł, a Rose spojrzała na niego groźnie jakby chciała mu powiedzieć „Co robisz idioto? Chcesz żebyśmy zostali przyłapani?”. W końcu dotarli do drzwi, za którymi była impreza. Ale ku ich zdziwieniu przy drzwiach ktoś stał z uchem przystawionym do nich. Było ciemno i nie do końca, było wiadomo kto to. W końcu Al zapytał niepewnie
- Scorpius?
Chłopak spojrzał na dwie osoby w ciemności, które podeszły do niego, teraz ich poznał
- Tak, to ja – powiedział z lekka zakłopotany – co wy tu robicie?
- Co my tu robimy? - spytała Rose – Co TY tu robisz?
- Jak to co? Przeszedłem na imprezę, zostałem zaproszony
- Że co proszę? - krzyknęła stłumionym głosem – myślałam, że to impreza tylko dla Gryfindoru
- Kto Ci tak powiedział? - spytał cicho Scorpius
- No nikt, ale nie pisało na kartce zapraszamy Ślizgonów
- Nie pisało też, Zapraszamy Gryfonów – wtrącił Al, ale po chwili tego pożałował bo dostał od rudowłosej kuksańca w ramie
- Zresztą nie ważne.. - stwierdziła podchodząc do drzwi i przystawiając ucho – nic nie słychać. Jesteś pewien że to ta sala?
- Tak pisało – odezwał się Albus
- U mnie też – dodał Scorpius – więc to nie mogła być pomyłka
- Ale nic nie słychać
- A nie możesz ich po prostu otworzyć? - spytał młodszy Potter
Rose spojrzała na drzwi a potem na chłopaków, i po krótkim namyśle stwierdziła
- Wy to zróbcie
Chłopaki wzruszyli ramionami i podeszli do drzwi, już mieli je otwierać, gdy nagle usłyszeli „Cześć” za swoimi plecami. Wszyscy troje zamarzli na parę sekund, po chwili odwrócili się i zobaczyli Tom'a Williams'a z drugiej klasy, przyjaciela James'a Potter'a. Był to wysoki chłopak, wyglądał ja trzecioklasista. Widząc go odetchnęli.
- Coście tacy wystraszeni? - spytał uśmiechając się
- Wystraszyłeś nas, myśleliśmy że to jakiś nauczyciel – odpowiedziała Rose
- Też na imprezę? - zapytał Al
- Tak, twój brat już tam jest.. chyba. No więc czemu nie wchodzicie?
- Aa bo my nie wiedzieliśmy że to ta sala i.. - zaczął Malfoy
- A wiedzieliście że trzeba użyć szyfru?
- Szyfru? - zapytała równocześnie cała trójka
- Tak, szyfru. Tak było napisane na zaproszeniu, o tutaj – pokazał im kartke z zaproszenie gdzie na samym dole, małymi literkami pisało P.S: Żeby wejść na imprezę, trzeba zapukać trzy razy.
- No, my tego nie zauważyliśmy – Albus'owi było trochę głupio
- No niby jak mogliśmy zauważyć skoro to jest tak drobno napisane? - oburzyła się Rose
Tom zapukał trzy razy do drzwi, otworzył im szóstoklasista i wpuścił do środka. Sala była spora, jak cztery sale lekcyjne, nikt nie wiedział co było tu wcześniej. Tom zniknął gdzieś w tłumie, Al, Rose i Scorpius zaczęli się rozglądać. Pierwszaków było koło dwudziestu, drugoklasistów i trzecio podobnie czwarto już trochę więcej a piąto i szósto o wile więcej, siódmoklasistów było mało, widocznie nie obchodziły ich jakieś imprezy albo po prostu nie mieli czasu. Albus dostrzegł James'a a z nim Mike'a, jego kumpla. Z czegoś się śmiali, najwyraźniej coś kombinowali, albo wspominali reakcję ludzi na ich dowcipy. Rose zobaczyła stół zjedzeniem i razem z chłopakami poszła uśąść przy nim. Wzięli po babeczce, okazała się być bardzo pyszna więc sięgnęli po drugą. Gdy już się najedli babeczkami, wypili parę pucharków jabłkowego soku. Nasyceni patrzyli na innych uczniów, którzy a to rozmawiali a to tańczyli. W końcu Al poprosił Rose do tańca. Rudowłosa i zielonooki tańczyli koło siebie wygłupiając się, nie umieli tańczyć więc wymyślali swoje tańce, złapali się za ręce i kręcili w kółko przy tym śmiejąc się głośno. Scorpius patrzył na nich z lekkim uśmiechem i w tej chwili żałował że nie ma żadnej kuzynki w hogwartcie z którą mógłby się tak powygłupiać, albo przynajmniej przyjaciółki. Kolejna piosenka była wolna i dla par zakochanych więc z powrotem usiedli przy stole.
- Ta impreza nie jest taka zła jak myślałem – powiedziała Rose, a na jej twarzy widniał uśmiech
- Mówiłem, że będzie fajnie – powiedział Al
- Ja też się obawiałem, że będzie do kitu – dodał już bardziej ośmielony Scorpius
- A ciebie ktoś pytał o zdanie? - spytała Weasley
- A co? Może nie wolno mi nic powiedzieć co?
- No właśnie
- Ty tu nie rządzisz
- Ej uspokójcie się! - zarządził Albus – Przecież każdy ma prawo do wypowiedzi, a jak się nie lubicie to się nie słuchajcie, ale ja was oboje będę słuchać jak będziecie coś do mnie mówić
Malfoy i Rose spojrzeli na Albus'a. Wzruszyli ramionami i znów nalali sobie soku. Robiło się coraz później, Al spojrzał na swój zegarek na ręce, była prawie trzecia w nocy, oczy im się kleiły od zmęczenia, w końcu troje oprali się o siebie i zamknęli oczy, lecz nie na długo. Muzyka nagle ucichła i zapadła głucha cisza, otworzyli oczy ciekawi co się dzieje i zobaczyli na środku sali profesor Monic Tylor. Od razu się rozbudzili i stanęli na równe nogi.
- A co to ma znaczyć?! - ryknęła Tylor – po tajemna potańcówka tak? - zaczęła chodzić w kółko – Po nocach tak? Zaklęcie by ściany były dźwiękoszczelne, sprytne.. ale się nie powiodło!
- Jak się pani domyśliła? - spytał ktoś z tłumu, a był to James
- To proste, znalazłam karteczkę z zaproszeniem, leżała nie daleko drzwi
Al sięgnął do kieszeni, nie miał tam żadnej kartki, a przecież pamiętał że ją tam wkładał na wypadek gdyby była potrzebna, no tak, musiała mu wypaść jak upadł na korytarzu. Głośno przełknął ślinę, ale nie miał zamiaru się przyznawać, przecież cała szkoła by go zabiła, no może nie cała ale imprezowicze na pewno a i ich było dużo. Monic Tylor szybko zawołała dyrektora. Neville jeszcze trochę zaspany, wszedł do sali gdzie jeszcze parę minut temu odbywała się impreza. Spojrzał po uczniach i przemówił ochrypniętym głosem.
- Nie mam pojęcia kto odkrył tę salę, i kto wpadł na taki głupi pomysł z tą imprezą, ale jest już z byt późno by o tym rozmawiać, jutro porozmawiamy przy śniadaniu, a teraz wszyscy mają iść do swoich dormitorów, natychmiast.- rozkazał i sam poszedł do swojego pokoju. Profesor Tyrol dumna i zadowolona z siebie wyszła z sali, po czym wszyscy imprezowicze zaczęli rozchodzić się do swoich pokoi.
- Wiedziałam – powiedziała wściekła Rose- nie wiem co mnie podkusiło, żeby iść z tobą na tę głupią imprezę
- Ale przed chwilą mówiłaś.. - rudowłosa łypnęła na niego groźnie, więc wolał nie dokańczać
Po kilku minutach wszyscy byli już w swoich pokojach.
Albus bezszelestnie wszedł do pokoju przebrał się w piżamę i wlazł na łóżko. Przykrył się milutką i ciepłą kołderką, rozluźnił się i zamknął oczy.
- Byłeś na tej imprezie?
Al usłyszał głos nad swoją głową, otworzył oczy i zobaczył nad nim brązowe oczy w białej piżamie - Aaa! - krzyknął przerażony, a Albert spadł na podłogę.
Podniósł się szybko i zatkał mu usta
- To ja Albert – powiedział cicho.
- O wybacz, po prostu jesteś m... znaczy jesteś czarno skóry i wiesz, jest ciemno i mam zmęczone oczy i nie zauważyłem Cię dokładnie, przepraszam
- Nie przejmuj się, nic się nie stało – uśmiechnął się do przyjaciela – mów jak było?
- A mogę jutro? Dziś już nie mam siły
- No weź proszę, chociaż w skrócie
- No dobra – westchnął – no więc na początku zapowiadało się fajnie, bo były pyszne babeczki i fajna muzyka, ale później przyszła profesor Tylor i wszystko popsuła – doskonale wiedział że to przez niego ich wykryła bo zgubił tą kartkę – i się skończyło
- Żartujesz? Przyłapała was ta stuknięta? Współczuję, i co? Pewnie musicie myć kible co nie? Albo wyciągać brud z jej paznokci...
- Że co? - zdziwił się Al – jakie kible, jaki brud?
- No słyszałem od jednego gościa z czwartej klasy, że ona daje takie kary właśnie
- Dzięki, teraz nie będę mógł zasnąć... fuj to obrzydliwe
- Możecie się... - zaczął TJ – ZAMKNĄĆ!?
- Czego się drzesz? - spytał zaspanym głosem Nat
- To wy nie śpicie?
- No ciekawe jak, nikt normalny nie uśnie jak jeden z drugim gadają po nocach o jakiś pierdołach że aż się niedobrze robi - nagle usłyszeli chrapanie, które dochodziło z łóżka David'a – no dobra, prawie nikt normalny.
Szybko minęło jak wszyscy zaczęli chrapać tak jak David. Noc była spokojna i piękna. Pełno gwiazd świeciło na niebie, co oznaczało że jutro ma być podobno ładna pogoda. Ale czy wszystko na jutro zapowiadało się dobrze?
Rano większość uczniów była mało przytomna na śniadaniu niektórzy nawet drzemali na stole, James jakoś się trzymał, chyba najlepiej ze wszystkich, miał tylko worki pod oczami. Albus bardzo powoli przeżuwał kanapkę, jakoś nie miał ochoty jeść, a zwłaszcza gdy myślał o karze, o czyszczeniu toalet, albo brudnych paznokci. Rose czytając książkę ziewała co jakiś czas. W końcu dyrektor przemówił.
- Drodzy uczniowie, jak zapewne wiecie, wczoraj odbyła się impreza, o której nie wiedział żaden nauczyciel. Naprawdę sprytnie zorganizowana, ale nie zgodna z regulaminem dlatego też, że byli tam uczniowie ze wszystkich domów, to jako karę odejmuję wszystkim domom po piętnaście punktów, podziękujcie osobom które były na imprezie – usiadł
Wśród uczniów zrobił się szum, ci co uczestniczyli w tym łamaniu regulaminu, bronili się mówiąc że to nie fair a ci co nie byli oburzali się na tych co poszli na imprezę.
- Piętnaście punktów? - jęknęła Rose – co za okrucieństwo
James spojrzał na nią jakby zobaczył kota bez ogona. Usiadła koło nich Victorie Weasley, kuzynka z siódmego roku, która kocha się w Teddy'm Lipinie, oczywiście ze wzajemnością.
- Oj szkoda mi was – powiedziała zatroskana – wyglądacie tak markotnie...
- Daj spokój – przerwała jej Dominiq, jej młodsza siostra, która jest na trzecim roku – mogli tam nie iść nikt im nie kazał, a przez nich straciliśmy punkty
- Oj tam, oj tam każdy popełnia błędy – Victorie stała twardo po ich stronie
- A jak tam stosunki z Teddym – zagadał James, uśmiechając się chytrze
- Nie twoja sprawa, za mały jesteś
- No pochwal się – dodał Albus – przecież całowałaś się z nim, tak czy nie?
- A ty skąd... Podglądaliście?
- Ja nie, to James wszystko widział
- Ty przebiegły..
- szczurze? - zaproponowała Dominiq
- Nie... zresztą nie ważne – Victorie wstała – trzymajcie się dzieciaki – podeszła do koleżanek i razem wyszły z Wielkiej Sali
- Dla mnie i tak jesteś szczurem – rzuciła Dominiq do James'a
- No i dobrze. Na Victorie przynajmniej lecą faceci, bo jest miła a nie to co ty, jędza
- Odwal się Jimmy Buraku! - wstała od stołu i oburzona odeszła od nich
James, Rose i Al śmiali się przez chwilę, a potem już bardziej rozbudzeni, dokończyli śniadanie i wyszli z Wielkiej Sali. Szli korytarzem który prowadził na zewnątrz, wyszli na dwór i położyli się na trawie. Przyglądali się chmurom mówiąc co im przpominają, mieli przy tym dobrą zabawę.
|
Nina brak www data: 10:15:54 3/08/2011 91-193-208-104.eimperium.pl IP: 91.193.208.104 |
Nie zebym sie czepiala, ale troche blenbow robisz i nie mam sali zielarstwa, jest szklarnia |
| Nazwa Bloga |
| Home |
| Księga |
| Profil |
| Ulubieni |
| Opis |
| Archiwum |