Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Rozdział IV - Profesor Tylor


Rozdział IV - Profesor Tylor

  Weekend minął szybko, zresztą jak zawsze i znów nastał poniedziałek który zaczynał się oczywiście przepysznym śniadaniem, a później nieszczęsną lekcją dla Albus'a czyli Numerologią. Al od pierwszej lekcji jej nie znosił, profesor Edwart Price nie był zły, a wręcz całkiem miły, można powiedzieć że czasami za miły, nie potrafił krzyknąć na ucznia, tylko czasami, jeśli ktoś już naprawdę przesadzał i grał mu na nerwach a tą osobą był najczęściej nie kto inny jak James, od początku się nie za bardzo polubili, Price obawiał się że Al może być podobny do brata ale na szczęście jego obawy się nie sprawdziły i całkiem polubił Albus'a lecz Potter nie lubił numerologi, nie potrafił tego wszystkiego obliczać, no i po prostu tego nie lubił. Oczywiście nie przyznał się do tego nauczycielowi. Na lekcję powlekł się razem z Albert'em, TJ, Nat'em i David'em. Oprócz tych dwóch ostatnich, reszta z pokoju Al'a tak samo jak on nie znosiła Numerologi, Albert dlatego, że miał uraz do nauczyciela za to że spytał go już na drugiej lekcji a on nie wykazał się większą mądrością, nie dostał żadnej oceny mimo to, jakoś nie polubił tego przedmiotu, TJ nie znosił za to że trzeba myśleć, a on za tym nie przepadał, bo mówił, że jak za długo myśli to chce mu się spać, co oczywiście nie miało sensu. Al nie lubił Numerologi w ogóle za to że jest. Nie znosił liczyć i koniec. Weszli do sali, nauczyciela jeszcze nie było i uczniowie dopiero się schodzili.

  Za to James zaczynał poniedziałki bardzo wesoło, bo miał lekcje quidditch'a z profesorem Luis'em Cox'em. Zwariowany nauczyciel, czasami miły i zabawny, momentami nerwowy i surowy, a czasami jedno i drugie naraz. Można powiedzieć, że tan profesor był szalony, o tak profesor Cox zdecydowanie był szalony, ale bardziej w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie którzy czasami się go aż bali, ale większość w tym James Potter do takich nie należeli. Musieli trochę poczekać na profesora bo trochę się spóźniał. Kiedy wreszcie przyszedł rozkazał wszystkim chwycić miotły. Cox był ubrany w fioletową szatę i miał jasny blond włosy, trochę dłuższe, nie było ich za wiele na jego głowie a do tego zawsze były rozczochrane. Na dodatek zawsze chodził tak jakby się gdzieś śpieszył i nie raz gadał coś pod nosem.

- No już, bierzcie te kije i wsiadać. - oznajmił nerwowo – uczmy się latania – klasnął w dłonie, ale nic się nie stało, uczniowie gapili się na niego – czy wy jesteście... wróć.. nie słyszycie mnie?

- Słyszeliśmy – odpowiedział Mike – ale jest taki mały problem

- Dokładnie – dodał James – nie jesteśmy pierwszakami i umiemy latać

 Przestał chodzić w kółko, przystanął i spojrzał na uczniów, popatrzył chwilę i wyją notatnik i pióro z tylnej kieszeni spodni

- W poniedziałki lekcje z klasą drugą – mówił zapisując piórem w notatniku – No dobra, to ty – wskazał na Finnigan'a - idź po skrzynie ze sprzętem quidditch'a, zagracie.

- Że co? Ale ja sam? Nie udźwignę  

- Mięczak – zakpił z ucznia – Potter, idź z nim – James i Mike ruszyli po skrzynie – tylko jej nie upuścić!! - krzyknął za nimi

- Ma pan rację – odkrzykna Mike – jeszcze by nam stopy przygniotła

- A co mnie obchodzą wasze stopy?! Chodziło mi o to żeby nie niszczyć skrzyni!

- Dziękujemy za tę troskę! - powiedział James i po chwili razem z Mike'em zniknęli w korytarzu szkoły. Ospoczątku wiedzieli że Cox'owi nie chodzi o ich stopy ale lubieli go denerwować. Profesor stał chwilę myślac nad czymś, po chwili powoli obrócił głowę i spojrzał na uczniów.

- A wy co tak stoicie? Wsiadać na miotły i latać!

- Ale - odezwał się Marty Barton – ale nie mamy sprzętu

- Ale macie miotły... nie widać!? - spojrzał z szeroko otwartymi oczami na uczniów trzymających miotły. Widząc jego wzrok, który budził strach szbko wsiedli na miotły i unieśli się w górę. Przez chwilę jeszcze Profesor Cox wytrzeszczał oczy jak psychopata, pokazując przy tym swoje zęby, a potem znów jak gdyby nigdy nic zabrał się do pisania w swoim notatniku, zupełnie zapominając o uczniach. Nie jeden chciał zajrzeć do jego notatek, wielu uczniów, zaciekawiało jakie tajemnice pisze w swoim dzienniku i po co on to robi. Nie którzy mówili, że planuje jakieś przestępstwo i zapisuje swój plan nad którym myśli od wielu lat, bo chce żeby był idealny. Inni mówią, że ma sklerozę lub zaniki pamięci, dlatego zapisuje żeby sobie przypominać, a jeszcze inni że ma po prostu świra. Po niedługim czasie Jimmy i Mike przytaszczyli skrzynie, ze sprzętem do quidditch'a. W połowie lekji zaczęli grać, bo tyle im ze wszystkim zeszło, za nim to przytaszczyli minęło trochę czasu, za nim ustalili drużyny, chociaż wiadomo było że będzie Gryfindor vs Ravenclaw bo z takich domów byli uczniowie, ale profesor musiał iść sprwdzić czy na pewno są z tych domów bo im nie wierzył, za nim przyszedł minęło piętnaście minut, a wrócił z filiżanką herbaty. Okazało się, że zapomniał sprawdzić z kim ma lekcje więc powiedział żeby się sami podzielili bo on nie ma czasu, no i wreszcie zaczęli grać.

 

- Albus – usłyszał Potter, któremu się trochę zdrzemnęło na lekcji numerologi, podniósł głowę i zobaczył profesora Price'a. Szybko się rozbudził i spytał z lekka ochrypłym głosem – Tak? - odchrzaknął

- Czyżbyś spał? - spytał Edward nie zabardzo szczęśliwiym i miłym głosem jakim zazwyczaj odnosił się do uczniów i nie tylko.

- Ee.. n-nie – odpowiedział zakłopotany – ja tylko myślałem z... z zamkniętymi oczami – dodał po szybkim namyśle – t-tak mi się lepiej skupić...

- Ach tak? A więc o co pytałem?

 To pytanie zwaliło go z nóg, nie sądził że profesor Edward zada takie pytanie, przecież on nie może być taki okrutny, myślał Albus, co on mu teraz odpowie, przez niego Gryfoni mogą stracić punkty. Stał chwilę cicho, w suchiwał się w klasę, czekał, może ktoś mu coś podpowie. Spojrzał na Rose, ale nie ma mowy, siedziała z nim w ławce, profesor by zauważył, spojrzał po klasie i stwierdził że chyba nie tylko jego ta lekcja nudzi. Był bez wyjścia, podpowiedzi nie dostał więc musiał się przyznać

- Nie wiem, panie profesorze – powiedział smutno

- A więc jednak spałeś?  

Al spojrzał na Rose, która dawała mu znaki żeby się nie przyznawał, ale w końcu kiwnął potwierdzająco głową, Rose powiedziała po ciuchu że jak stracą punkty to go zabije.

- Dlaczego spałeś na mojej lekcji? - ciągnął dalej Price, nieco już łagodniej

 Al wzruszył ramionami

- Czyżby moje lekcje, aż tak Cie nudziły?

 Albus przez chwilę nie powiedział nic, w końcu wycedził

- Nie, panie profesorze. Pana lekcje są... bardzo ciekawe – nie brzmiało to przekonująco, ale nie chciał się przyznać, żeby nie zrobić profesorowi przykrości.

- No dobrze, nic się nie stało, nie róbmy z tego wielkiego dramatu, ale następnym razem, spróbuj iść wcześniej spać. Jak będziesz wyspany nie będziesz miał takich problemów. A teraz wróćmy do lekcji – siadł przy biurku i zaczął tłumaczyć.

 Szczerze to Albus nie był do końca pewny czy nie było by takich problemów, bo czy był wyspany, czy nie, to i tak oczy zamykały mu się na lekcji Numerologii, i nie dokońca wiedział czy to dlatego że tak nie lubi tej lekcji, czy tego że nauczyciel tak na niej nudził, a może tego, że profesor był za dobry i podświadomie nie bał się robić czegoś, czego noramlnie się zabrania, gdy tak sobie o tym pomyślał to zaczęły go drażnić lekkie wyrzuty sumienia, że tak wykorzystuje dobroć profesora, wkrótce lekcja się skończyła i wiele uczniów wyszło z niej ziewając. Ale jak skończyła się lekcja tak skończyło Albus'a dręczyć sumienie. Teraz przyszła pora na Mugoloznastwo. Idąc do klasy Rose dobiegła do Al'a

- Co ty sobie myślałeś? - zaczęła – jak mogłeś się przyznać, mogliśmy stracić punkty

- Ale nie straciliśmy i... - starał się jej wyjaśnić

- Co z tego!? Mogliśmy, rozumiesz? Mogliśmy... po co się przyznawałeś?

- A co miałem mu niby powiedzieć? Przepraszam ale pańskie lekcję są nudne i nie mam zamiaru ich słuchać?

- Nie, tak było by gorzej... zresztą nie ważne...

- No właśnie, gdybym tak powiedział miałbym większe kłopoty

- A skoro o kłopotach mowa – wskazała na Scorpiusa który szedł w ich stronę z kolegą również ze Slytherinu, wyższym od niego, Johny Walker'em.  

- Cześć wam, nie wiecie gdzie mamy Mugolozanstwo? - Spytał Malfoy

 W sali mugoloznastwa – wyjaśnił Albus jakby to było oczywiste, no bo w sumie to było

oczywiste

- A ty co? Z choinki się urwałeś – spytała Rose rozbawiona jego pytaniem

- To dlatego przyszliśmy do nich? - spytał Johny – żeby spytać o coś, co i tak wiedziałem?

- Podszedłem specjalnie, żeby ich zdenerwować wyjaśnił koledze, choć tak naprawdę to podszedł żeby po prostu zagadać, nie był taki jak jego ojciec, oczywiście potrafił nie raz nieźle dopiec, ale czasami tego żałował. Scorpius po prostu chciał znaleźć w hogwarcie prawdziwego przyjaciela, miał już mnóstwo kumpli, ale zawsze lubił poznawać nowe osoby, chciałby mieć przyjaciół z wielu domów nie tylko ze swojego, chociaż nie do końca chodziło mu tylko o to, kiedy zobaczył jak Al podaje mu rękę, że Rose nie jest taka nie miła jak mu się wydawało, chociaż czasami jest z niej ostra dziewczyna, i jak Al i Rose potrafią się ze sobą dobrze bawić wtedy podczas tej imprezy. Zapragnął ich mieć za przyjaciół, normalnie to Scorpius był nieco rozpieszczany więc przeważnie prawie wszystko co chciał to miał, ale czy jak zechce być ich przyjacielem, oni się zgodzą? I czy ojciec nie będzie miał nic przeciwko, w końcu kazał za bardzo się nie spoufalać Weasley'om i Potter'om, sam nie wiedział co ma robić, więc na razie starał się utrzymywać zwykłe kontakty jako zwykłych znajomych. Wszyscy dotarli do klasy. Ślizgoni siedzieli po lewej, Gryfoni po prawej, do klasy weszła Profesor Sarah Stewart, kobieta w bardzo młodym wieku, dokładnie dwudziesto coś letnia, dosyć wysoka o jasnych blond włosach i brązowych oczach. Idąc przez klasę, uśmiechała się do uczniów. W tym uśmiechu Albus wychwycił piękno i od pierwszego wejrzenia się w niej zakochał. Usiadła przy biurku i otworzyła książkę, przeleciała kilka stron i w końcu zatrzymała na tej właściwej

- Dzieci otwórzcie na stronie dwudziestej czwartej – powiedziała nie odrywając wzroku od książki

 Uczniowie otworzyli tam gdzie kazała. Rozdział był pod tytułem „Do czego służy komputer” większość uczniów trochę się zdziwiło, czemu tak prosty temat. W tych czasach mugole i czarodzieje, dobrze się dogadywali, a nie którzy czarodzieje mieli ich sprzęty w domu. Np. Taki Albus czy Rose, doskonale wiedzieli co to jest komputer bo posiadali go w domu, ale nie tylko oni, wielu innych uczniów także. Ktoś podniósł rękę, była to dziewczyna z Gryfindoru, Alex Baker która rodziców miała mugolów i także doskonale znała ten sprzęt.

- Pani profesor – zaczęła – przepraszam, że zapytam, ale po co mamy się tego uczyć?

- Bo tak jest w programie nauczania – odpowiedziała uśmiechając się i biorąc książkę do ręki

- Ale – zaczął Albert Thomas – ja mam w domu komputer i wiem co to jest

- Ja też – wtrącił Albus, który został obrzucony groźnym spojrzeniem Rose – no co?

- Punkty

- Rozumiem was, doskonale – powiedziała Sarah – ale to chyba lepiej, będziecie mieć lepsze oceny skoro już o tym wszystko wiecie – uśmiechnęła się do uczniów

 Lekcja się zaczęła, może i znali się na komputerach i nie potrzeowali się tego uczyć, ale mimo wszystko ta lekcja nie była stratą czasu. Porfesorka Sarah, miała talent do opowiadania historii, nie tylko wymyślonych ale i prawdziwych, znała pochodzenie prawie każdego sprzętu mugolskiego, ponieważ sama pochodziła z mugolskiej rodziny. Opowiedziała im kto wymyślił komputer, jak wpadł na ten pomysł itd., itp. To bardzo ciekawiło uczniów, nie tylko historia koputera czy innych rzeczy, ale sposób w jaki opowiadała to Sarah, a był to sposób bajkowy, o każdym sprzęcie opowiadała jak o żywej istocie, a każdą opowieść przeobrażała w baśń, dlatego uczniowie tak kochali tą lekcję jak i nauczycielkę. Lekcja dobiegła końca, no i przyszedł czas na Lunch. Wszyscy uczniowie udali się do Wielkiej Sali, gdzie czekały już na nich nakryte stoły, z pysznym jedzeniem, w sumie te stoły zawsze były nakryte i nigdy jedzenia na nich nie brakowało, więc o każdej porze można było przyjść i się najeść. Uczniowie już zajadali i profesorowie tak samo. Jak zwykle był gwar, niektórzy jedli, nie którzy gadali, a nie którzy robili to i to naraz

- Co się tak patrzysz? - spytała Rose, Al'a który gapił się na jedzącą profesor Sarha – halo – pomachała mu ręką przed oczami

- Co? - spytał jej wyrwany z rozmyśleń

- Co robisz?

- A nic, tak po prostu, zamyśliłem się

- Ok, nich Ci będzie. Po Lunchu Zielarstwo... jak ja nie znoszę tej baby – powiedziała przez zęby

- Ja też – odezwał się siedzący obok niej Louis Weasley, kuzyn Rose i Albusa, syn Bill'a i Fleur, brat Wiktorii i Dominiq. Jest na pierwszym roku w Gryfindorze. - Jest straszna, ostatnio nawrzeszczała na mnie bo źle przeczytałem dwa słowa w książce dotyczące mandragor.  

- Ona na wszystkich wrzeszczy – pocieszył go Al

- Na mnie wydarła się za to że źle odpowiedziałam, przecież to była druga lekcja dopiero – żaliła się Julia, koleżanka Rose z pokoju

- A na mnie że się spóźniłam – powiedziała druga dobra koleżanka Rose, Emily

- Nie przejmujcie się – rzucił TJ – ta baba kiedyś pożałuj, zobaczycie

 Nagle drzwi od wielkiej sali otworzyły się, i wkroczył przez nie profesor Cox prowadzący za szatę w jednej ręce James'a Potter'a a w drugiej Mike' Finnigan'a. Wszyscy uczniowie patrzyli teraz na nich

- O, a zastanawiałem się gdzie są – rzekł Tom i zabrał się za jedzenie jak gdyby nigdy nic, był po prostu przyzwyczajony do wygłupów swoich przyjaciół i do tego ze zostają nie raz przyłapywani.

 Neville widząc James'a w kolejnych kłopotach, pacną się dłonią w czoło, przynajmniej tym razem nie sam zrobił coś nie tak.

- Panie Dyrektorze – zaczął Cox – bo Ci dwaj zepsuli skrzynię na sprzęt do quidittcha i uszkodzili przy tym ucznia!

- Jak to się stało? - spytał przerażony, słysząc o uszkodzeniu ucznia

- No więc została rzucona ze schodów

- Uczennica?!

- Nie!... uczennica, tak... - zaśmiał się – Skrzynia!

- Ale uczniowi nic nie jest? - dopytywał zmartwiony

- Nic wielkiego jest już w skrzydle szpitalnym będzie dobrze – tłumaczył na odwal się cały czas ściskając za szaty winowajców – ale przejdźmy do rzeczy, zepsuli skrzynię!

- A więc, w jaki sposób?

- Stali z nią na schodach, nie? No to ja mówię podajcie mi ją, a oni się pytają podać? A ja na to nie, zrzucić debile! A oni ją rzucają! Rozumie pan!? Pecha miała czwartoklasistka bo dostała ze skrzyni, ale nic jej nie jest – wyprzedził pytanie Dyrektora więc od razu odpowiedział. - A skrzynia trach! I po niej!

- Bo do nas trzeba mówić wyraźnie i nie używać metafor – powiedział Finnigan

- Zrobiliście to specjalnie!!

- Nie – zaprzeczył James

- Nie kłam, bo na Ciebie zrzucę skrzynie

- Profesorze – upomniał go Neville – specjalnie? - zwrócił się do uczniów

- Specjalnie – przeznał się Jimmy – Ale... nie spcjalnie, że w dziewczynę, ale że rzucić, zresztą nie jesteśmy winni, sam profesor kazał rzucić, tak było, prawda? - spojrzał na profesora

- To żadne wyjaśnienie... skrzyni nie wskrzesisz!!

- Spokojnie! - zarządził Longbottom- skrzynie kupi się nową, więc nie ma co panikować, a do waszych rodziców napisze jeszcze dziś, a teraz pozwólcie że dokończę jeść i wy też coś powinniście zjeść.

 Profesor Cox nie za bardzo zadowolony ale zasiadł przy stole dla nauczycieli i zaczął jeść, to samo zrobili Mike i James.

- Odbiło wam? - wystrzeliła Rose gdy zdążyli tylko usiąść mogli nam odjąć punkty, i mogliscie kogoś zabić?

- Daj spokój – uspokajał ją James – punktów nie odieli i nikogo nie zabiliśmy

- Ale mogliście.. lepiej uważajcie, bo was wywalą z hogwartu

- Napiszą do rodziców – powiedział Al, patrząc ze współczuciem na James'a – nie będą zadowoleni

- To pewne – powiedział trochę zasmucony tym, myślał że dyrektor i tym razem mu odpóści i nie napisze do jego rodziców, znowu dostanie długi list o tym że się na nim zawiedli że mógł zrobić komuś krzywdę że to że tamto, albo dostanie krzykacza, wolałby list bo nie musi go przeczytać, a krzykacza otworzyć musi. Po chwili jednak się rozchmurzył - ale nie ma co się martwić, rodzicom w końcu przejdzie

- Moim nie – powiedział Mike, który właśnie jadł galaretkę i jakoś nie widać było by się tym za bardzo przejmował – na święta będą mi jeszcze wypominać

James spojrzał w stronę nauczycieli, jego wzrok zetknął się ze wzrokiem Alice Smith, Jimmy od razu odwrócił swój wzrok, profesor smith była jednyną nauczycielką której James się bał. Alice była miła ale też ostra, jej wzrok przypominał starszemu Potter'owi wzrok jego matki Ginny, nawet profesor Tylor się nie bał, a Smith własnej opiekunki bał najbardziej ze wszystkich nauczycieli niegdy nie zrobił jej żadnego numeru, no może raz w pierwszej klasie i od razu tego pożałował, jego uczy wtedy piekły go przez dwa dni. Alice to dobra kobieta o słabych nerwach lubiana przez uczniów, ale też ostra i konsekwentna, traktowała swoich uczniów jak własne dzieci ale nie pieściła się z nimi ale starała wychować na porządnych ludzi.

 Pora Lunchu się skończyła i uczniowie znów ruszyli na lekcję. James, Mike, Tom i reszta gryfonów z drugiego roku ruszyła na Transmutację, a Albus, Rose, Louis, ich przyjaciele i pierwszaki z Gryfindoru i Slytherinu ruszyli na Zielarstwo, do sali zielarstwa, co ucznią wydawało się dziwne bo zajęcia powinny odbywać się w szklarni, ale z profesor Monic Tylor nigdy jeszcze tam lekcji nie mieli. Gdy weszli do sali Tylor już siedziała przy biurku. Uczniowie zasiadali przy ławkach

- Szybko siadać – zarządziła dumna siebie – otwierać książki na stronie dziewiędziesiątej piątej

- Ale pani profesor – wtrąciła Julia – ostatnio mieliśmy lekcje ze strony dwudziestej siódmej

- Nie ucz mnie jak się naucza i nie odpowiadaj nie pytana! Siadać! - wszyscy usiedli, siedzieli cicho jak mysz pod miotłom, i wodzili za profesorką wzrokiem – Teraz zapytam z ostatniej lekcji, obyście byli przygotowani – nie patrząc po klasie od razu wystrzeliła – Potter! - Albus podskoczył, a serce podeszło mu do gardła, Tylor podeszła do niego i walnęła wskaźnikiem w ławką – wstawaj! - Albus wstał trochę przestraszony, spojrzał na nauczycielkę – Powiedz mi proszę co to jest Odrosok?

- Co?.. - zapytał Al, nigdy o tym nie słyszał  

- Odrosok, ile razy mam powtarzać?  

- Pani p-profesor – zaczęła nie śmiało Rose – nie uczyliśmy się jeszcze o tym

- I co? Wy powinniście czytać podręczniki...

- Ale to jest nie zgodne z regulaminem – dodał David – chociaż ja wiem co to jest chyba...

- Cicho! To Potter ma odpowiedzieć – patrzyła na niego jakby chciała za coś się odegrać, ale on jej nic nie zrobił - Co? Nie jesteś taki cwany jak brat?

Albus'owi wydawało się, że chyba wie o co jej naprawdę chodzi i chyba rzeczywiście wiedział, ale zbierał w sobie odwagę by jej to powiedzieć. David trzymał rękę w górę, mając nadzieje że go spyta, nie tylko dlatego że być może wiedział co to jest Odrosok ale też by uratować przyjaciela z opresji, ale na marne, nie chciała go spytać i już.

- Nie wiesz Potter, mam odjąć wam punkty? - już odchodziła od Al'a zadowolona ze swojego popisu, miała zamiar zapisać odjęte punkty ale za nim doszła do biurka Albus się odezwał

- Nie – powiedział trochę cicho

- Że co? - znów podeszła do niego  

- Nie – powtórzył głośniej i wyraźniej  

- Śmiesz się mi sprzeciwiać?

 Al wziął głeboki oddech i zaczął mówic dalej

- Nie, nie śmiem, ale chciałbym coś powiedzieć jeśli mogę

- No to mów – powiedziała z łaską

- Chodzi o to, że patrzy na mnie pani jak na wroga i mam takie przeczucie, że robi to pani dlatego, że nie znosi mojego brata. Ale ja nie jestem nim, ale wiem że pani specjalnie mnie spytała, żeby odegrać się na mnie bo na James...

- Ty nic nie wiesz..

- Bo na James'e – kontynułował  

- Koniec

- Bo na nim nie wyżyje się panie bo..

- Powiedziałam koniec!

- … bo się pani go boi

- Mówie koniec gówniarzu!! - uderzyła Albus'a w twarz. Cała sala zaniemówiła, Al stał jak wryty, Rose zatkała usta z przerażenia, zapadła cisza jak nigdy. Tylor patrzyła po klasie, nagle Al wyszedł z ławki i ruszył do drzwi – dokąd? - spytała za nim, nie odpowiedział jej tylko wyszedł trzaskając drzwiami.

 Uczniowie patrzyli za nim, Rose zastanawiała się czy wyjść za nim, czy jednak zostać, z jednej strony bała się Profesor Tylor, a z drugiej chciała pocieszyć Albus'a. Postanowiła wyjść, wstała.

- Dziewczyno, jeśli wyjdziesz, odejmę trzydzieści punktów Gryfindorowi

Rose w takiej sytuacij usiadła, a Tylor dalej kontynuowała lekcje. Albus biegł przed siebie, w końcu przystanął gdzieś w korytarzu, wytarł rękawem oczy mokre od łez, a obiecywał sobie, że już nigdy nie będzie płakał, kopnął ze złością w ławkę stojacą przy ścianie a potem na niej usiadł. Zastanawiając się czy dobrze zrobił sprzeciwiając się na gorszej nauczycielce, teraz może go tępić do końca roku albo co gorsza przez siedem lat. Łzy co jakiś czas napływały mu do oczu, ciągle je wycierał. Spojrzał na zegarek, została jeszcze połowa lekcji, ale on tam już dziś nie wróci, nie ma mowy. Postanowił że pójdzie do Hagrida on go na pewno przyjmie i pobiegł do jego chatki. Wybiegł ze szkoły, z okna zobaczył go James, zaczął się przyglądać dokładniej, czyżby Al urwał się z lekcji? Coś tu jest nie tak.

  Albus zapukał do dużych drzwi, otworzył mu wysoki mężczyzna z brodą, był to Hagrid

- Al? Co ty tu robisz o tej porze? Nie masz czasem lekcji?

- Mogę wejść? - spytał smutny

- Oczywiście – wpuścił małego przyjaciela i od razu wziął się za robienie herbatki. - co się stało Ali? Myślałem że przyjdziesz jutro, bo wczoraj byłeś na herbatce – uśmiechnął się – ale nie przeszkadza mi że wpadłeś dziś, lubię jak mnie odwiedzasz. Co masz taką minę? Mów co się stało

 Albus opowiedział wszystko Hagridowi, nawet ze szczegółami

- Holibka, co za wstrętna baba, jak mogła tak potraktować dziecko – kręcił ze złością głową, nalewając herbatę do filiżanki – musisz powiedzieć o tym Dyrektorowi

- Nie mogę, wszyscy będą uznawać mnie za kapusia

- Ale przecież nikt jej nie lubi, sam mówiłeś, więc uczniowie będą Ci wdzięczni

- Może i tak, ale sama Tylor nie będzie, zacznie się nade mną znęcać... mogłem się w ogóle nie odzywać

- A ja uważam że dobrze zrobiłeś, miałeś absolutna rację, profesor nie może się znęcać nad uczniem to wbrew regulaminowi

- Teraz będą na mnie mówić beksa – znów do oczu napłynęły mu łzy

- Oj daj spokój – powiedział troskliwie i usiadł koło niego – to było naprawdę odważne

- Wcale nie... jak to mówiłem to cały się trzęsłem  

- Odwaga wcale nie oznacza się nie bać, tylko żeby pomimo strachu iść dalej, a ty tak zrobiłeś, sprzeciwiłeś się jędzy mimo tego że się bałeś

- Mówisz jak mój tata – uśmiechnął się

- Bo ja i Harry, zawsze wiemy co powiedzieć – odwzajemnił uśmiech  

- Tylko że James jak jej dokucza, nigdy nie dostał od niej w twarz

- Bo widzisz James od początku pierwszej klasy wyrobił sobie taki... jakby to... taki swój styl, odpoczątku dokuczał i robił sobie żarty, ona widząc to zauważyła że on się jej nie boi co ją przerosło i dlatego postanowiła wyżyć się na słabszym czyli tobie, a wkurzyła się jeszcze bardziej bo ty też jej się sprzeciwiłeś, i tego nie może znieść

- Ona jest straszną jędzą

- Oj ja znałem podobną, uczyła kiedyś twojego ojca, wierz mi ona to była dopiero potwór, założę się, że ta przy niej to aniołek

  Lekcję dobiegły końca, Hagrid pozwolił zostać Albus'owi na ostatniej lekcji u niego, mieli quidditch, więc nie tracił za dużo. Po lekcjach w klasie pierwsze w gryfindorze i slytherinie rozległ się gwar mówiący o wyczynie Albus'a, ucznowie rozeszli się po szkole, Rose z przyjaciółkami i przyjaciółmi Al'a udali się do dormitorium gdzie nadawali o tym wydarzeniu i zatanawiając się gdzie też mógł pójść Albus. Jimmy, Mike i Tom podeszli do nich.

- O co chodzi? - spytał James – widziałem jak Al wychodzi ze szkoły w trakcie lekcji, normalnie nie wierze, że sam by się zerwał , co mu zrobiliście? - popatrzył podejrzliwie na nich.  

- Uspokój się – powiedziała Rose

- Al był niesamowity – dodał Albert

- Ale że co?  

- Posłuchaj... - zaczęła Rose i opowiedziała im półszeptem to co się wydarzyło

 James nie mógł w to uwierzyć, ktoś bije jego brata oprócz niego? To nie w porządku, nawet na rodziców był czasem zły jak się mu oberwało od nich a nie od niego. Jego oczy zabłysły, wpadł na jakiś pomysł to było wiadome , Mike i To m już wiedzieli że wymyślił niezłą zabawę. Do dormitorium wszedł Al, spojrzał na brata, kuzynów i przyjaciół którzy się na niego gapili, kiwnął im głową na znak „cześć” i ruszył w stronę pokoju

- W porządku? - zapytał James

 Al był już przy schodach prowadzących do pokoi, odwrócił się do brata

- Tak, w porządku – uśmiechnął się i poszedł na górę

- Co wymyśliłeś? - spytał Tom

- Co naprawdę wstrętnego – uśmiechnął się cwaniacko


Głosuj (0)
Kiara18 02:42:10 10/08/2011 [Powrót] Komentuj





Nazwa Bloga
Harry Potter - Nowe Pokolenie
Home
Strona Główna
Księga
Księga Gości 3
Dodaj do Księgi
Profil
Jestem Karolina interesuje się aktorstwem i dubbingiem, kocham zwierzęta i w przyszłości chciałabym im pomagać :))
Ulubieni
Opis
Archiwum
2011
Wrzesień
Sierpień
Lipiec

Avatar

Dodaj do Ulubionych
Linki
Licznik
3717