Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Rozdział VIII - Pa pa profesor Tylor


Rozdział VIII - Pa pa profesor Tylor

   Dwa dni później James miał zajęcia z profesor Tylor. Już razem z przyjaciółmi obmyślał plan odegraniu się na wrednej babie która dała w twarz Albus'woi bez jego zgody. Propozycji było mnóstwo, Jimmy nawet ogłosił potajemny casting u siebie w pokoju na najfajniejszy numer wszech czasów , chcieli zrobić taką rozróbę o jakiej Hogwart jeszcze nie słyszał. W końcu zdecydowali się na coś, miało być przezabawnie z tego co opowiadali innym uczniom. Rose tylko kręciła głową z niedowierzaniem, ze jednak to robią, chociaż sama chciałaby zobaczyć jak Monic Tylor traci panowanie nad uczniami, to było by zabawne, ale nie. Weasley'ówna nie przyzna się do tego, tylko będzie przypominać im o tym, że mogą stracić punkty. Scorpius także się nie mógł doczekać kiedy mu opowiedzą o tym dowcipie jaki James z kolegami zamierzają wyciąć profesorce, ale żałował że nie może tego zobaczyć, w końcu nie jest w drugiej klasie i nie będzie go wtedy na lekcji. Al'owi wcale nie zależało na tym odgrywaniu się, on zapomniał już o całej sprawie, nawet przekonywał James'a, żeby dał sobie już spokój bo narobi sobie jeszcze więcej kłopotów. Ale Jimmy nie odpuszczał, nawet napisał do rodziców, o tym co się stało. Dziś rano dostał odpowiedź, Ginny prosiła go by poszli z tym niezwłocznie do dyrektora i żeby nic nie robili z tym na własną rękę. Niestety brat Albus'a czytał tylko to co chciał przeczytać, to co go nie interesowało po prostu było dla niego nie widzialne, w tym momencie liczyła się dla niego dobra zabawa i pokazanie nauczycielce gdzie jej miejsce. Lekcja się zaczęła, uczniowie siedzieli w ławkach. Niemal wszyscy mieli dość tej sali w której ciągle pachniało arbuzami, na początku to było fajne, ale gdy odkryli ze ten zapach to perfumy profesor Tylor, od razu go znienawidzili, a James nawet przestał lubić arbuzy. Kobieta weszła do sali, tradycyjnie trzaskając za sobą drzwiami i dumna siebie podreptała do biurka, przy którym siadła otwierając dziennik. Gryfoni uśmiechali się cwaniacko, ukrywając ucieszone buzie za książkami, a Ślizgoni czekali z niecierpliwością, ciekawi jaki to numer chcą jej wywinąć. Tylor popatrzyła po klasie, zresztą jak zwykle i zaczęła sprawdzać listę obecności.

-Potter – w końcu wyczytała wlepiając w niego jadowite spojrzenie

James nie odpowiedział, leżał na ławce udając że śpi, usłyszał ponownie swoje nazwisko, ale nic się nie stało. W końcu profesorka zdecydowała się do niego podejść, zdenerwowana, szybkim krokiem podeszła do chłopaka. Uderzyła dłonią w ławkę, James nic, uderzyła drugi raz, poniwnie nic się nie stało. Straciła cierpliwość, chwyciła go mocno za ucho, Potter jęknął cicho, spojrzał na nią jak gdyby nigdy nic, puściła jego ucho po tym jak już mu je po wykręcała na różne strony.

-Potter! Jak śmiesz spać na moich lekcjach!?

-A co? - zapytał śmiało – nie wolno mi?

Patrzył jej prosto w oczy, nauczycielka nie była za bardzo zaskoczona, bo znała James'a i wiedziała na co go stać.

-Jak ty się do mnie zwracasz gówniarzu? - syknęła mrużąc oczy, po czym odwróciła się na pięcie i podeszła do biurka – minus 15 punktów dla Gryfindoru za bezczelność pana Potter'a... podziękujcie koledze – zwróciła się do Gryfonów

Ku jej zdziwieniu prawie wszyscy Gryfoni zaczęli gratulować James'owi, bili mu brawo, podawali ręcę. Tylor nie była zadowolona, zmarszczyła czoła i miała zamiar już coś krzyknąć, kiedy to do klasy wszedł Fred Jr. i na luzaka usiadł sobie w ławce.

-Panie Weasley!! - ryknęła zdenerwowana już wcześniejszą sytuacją profesor Tylor – nie wiesz o której zaczynają się lekcje!? Siadaj!! Minus kolejne 15 punktów dla Gryfindoru!!

-Co za chała!! - wrzasnął Fred – Te lekcje są do bani! Spóźnić się nie wolno bo minus 15 punktów, tego nie wolno, tamtego nie wolno i tylko darcie i tylko wrzaski... i nawet śmierdzi jak nie wiem co. Arbuzem jakimś chyba zgniłym

-Minus 20 Weasley!! Minus 20!! Wy potwory, jeszcze raz usłyszę coś bezczelnego to nie ręczę za siebie!!

W tej samej chwili Tom zakradł się za biurko i wypuścił szczury, które wcześniej pożyczył od tych którzy je posiadali, a wszyscy wiedzieli że Tylor ma jakąś „szczurofobie”. Chłopak szybko zmył się z miejsca zbrodni i potajemnie usiadł w ławce.

-O proszę pani! - zawołał sztucznie przerażony Mike – szczury, szczury w sali !

Tylor zaczęła piszczeć, biegać i skakać jak małpa w zoo, szybko dobiegła do biurka, uczniowie wybuchli śmiechem, gdyż wyglądało to tak komicznie, że aż ich brzuchy od śmiechu bolały, a niektórzy pospadali z krzeseł. Kiedy tylko kobieta poczuła się bezpieczna na biurku od razu zwróciła się do uczniów

-Bachory!!! Jak ja was nie znoszę!! - błądziła wzrokiem po dzieciach, co nie którzy jeszcze chichotali, jej wzrok zatrzymał się na James'ie – TY! To twoja wina! Ty to wszystko zaplanowałeś! - rozejrzała się dookoła, na podłodze wciąż biegały szczury – ty bioły! - wskazała na ślizgona o lnianych włosach – wyłap te szczury , albo przynajmniej pilnuj żeby mi nie zagradzały drogi bo jak nie, to odejmę 50 punktów !

Chłopak niechętnie zaczął zaganiać szczury w kont. Nauczycielka rozejrzała się i ostrożnie zeszła z biurka, gdy była już pewna że nic jej nie grozi ze strony szczurów podeszła do Potter'a, który wstał z ławki patrzył się na nią zadziornie, to spojrzenie tak ją drażniło, tak denerwowało, że nie wytrzymała i uderzyła go w twarz z dwa razy mocniejszą siłą niż Al'a. Zapanowała chwilowa cisza. W końcu James wybuchnął głośnym śmiechem, po chwili i reszta sali zaczęła się śmiać. Tylor była zdezorientowana

-O odejmuje wam 50!! Nie!!! 100 punktów!! Odejmuje 100 punktów wszystkim!! I Gryfindorowi i Slytherinowi!!! A nawet 200, 300!!!

-Ee? Kobieto, my nawet tyle nie mamy - odezwał się Fred kpiącym tonem

-W takim razie wszyscy macie szlaban!! Albo lepiej wszystkim załatwię, że wylecą ze szkoły!! Tak!! Tak zrobię, i to jeszcze dziś!! Mwahahahahaa!!!

-Ona chyba zwariowała – zauważył Tom i wskazał na nią palcem

-To jest pewne w stu procentach – zgodził się James

-A ja mam to wszystko nagrane – Mike pomachał im przed oczami kieszonkową kamerką

Oczywiście wszyscy Gryfoni byli w to wtajemniczeni i wiedzieli, że Mike będzie nagrywał. Normalnie nie można przynosić do szkoły mugolskich przedmiotów z domu, chyba że dostaną jakieś na lekcji mugoloznastwa, no ale Mike przemycił ją jakoś i nagrał całą furię profesorki, oczywiście bez tego jak ją sprowokowali.

-Ej pani Tylor – odezwał się James – coś na uspokojenie? A może chce pani spróbować sił na innym z uczniów co?

-Nie znoszę was!! - krzyknęła i wybiegła z sali

Wszyscy zaczęli wiwatować i gratulować sobie nawzajem udanej misji. Ta radość nie trwała za długo jakieś pięć minut, gdyż w drzwiach stanął dyrektor a zanim poczochrana i spocona profesor Tylor.

W gabinecie znajdowali się główni sprawcy, czyli James, Fred Jr, Mike i Tom, który przyznał się że to on podłożył szczury, bo nie chciał zostawiać kolegów samych w opałach. Neville nie wyglądał na wesołego, stał z założonymi rękami i marszczył czoło, tupiąc przy tym nogą.

-Jak mogliście, doprowadzić do takiego stanu waszą profesorkę?

-To ona zaczęła! - wyrwało się James'owi, lecz widząc minę Dyrektora poprawił – znaczy, pani profesor zaczęła

-Ach tak? To może mi opowiecie? Tylko szczerze

Wszyscy zaczęli opowiadać, na początku się przekrzykiwali więc poprosił Tom'a, żeby mu opowiedział jak to było, on jakoś najbardziej wydał mu się wiarygodny. No więc zaczął opowiadać jak to było z Al'em, potem doszedł do ich lekcji i skończył na tym że pani Tylor po prostu zwariowała.

-To, to nie prawda! - oburzyła się – oni kłamią!!

-Na pewno? - zapytał Mike – O proszę, tu mam nagrane

Longbottom uważnie obejrzał nagranie, poprosił by puścić jeszcze raz. Był zdumiony, nie wiedział, że profesor Monic potrafi być aż taka okrutna i nie mógł uwierzyć w to że uczniowie z sali zrobili śmietnik.

-A więc to tak, pani Tylor - spojrzał na nauczycielke - czy zdaje sobie panie sprawę, że w regulaminie jest zabraniane znęcanie się na uczniemi?

-A znęcani się nad nauczycielami to co!?

-A kto zaczął!? - rzucił Potter

-Cisza! A więc – kontynułował Neville – w regulaminie jest że nie można znęcać się w jaki kolwiek sposób nad inną osobą, czy to jest uczeń czy nauczyciel, mimo wszystko stwierdzam, że nie nadaje się pani do pracy z dziećmi i młodzieżą, tak więc... wyrzucam panią

-Że co!? Ale dlaczego!? Ja nic złego nie zrobiłam! Oni są winni!

-Oni też poniosą karę, ale w tej chwili proszę, żeby pani się spakowała i radzę poszukać sobie innej pracy

-Phi! Jeszcze będziecie tego żałować – wyszła dumnie z gabinetu

-Ekstra! - zawołał Michael – idź i nie wracaj!

-Yeah! - krzyknął James

-Spokój! Z wami jeszcze nie skończyłem.- popatrzył na nich gniewnym wzrokiem – Tom, wyczyścisz całą szklarnie, myślę że nowy nauczyciel będzie chciał tam uczyć. Fred, posprzątasz całą sale do zielarstwa, łącznie z oknami. Michael wyczyścisz toalety damskie i męskie i konfiskuje twoja kamerę, aż do końca roku szkolnego.

-Co? Do kitu – nie chętnie oddał kamerę

-I James... Dla Ciebie mam coś specjalnego, umyjesz podłogi na wszystkich piętrach, na każdym korytarzu i w każdej sali lekcyjnej

-To może od razu zadzwonić po moją matkę – jęknął przerażony

-Nie, to było by za proste. Oczywiście napiszę do waszych rodziców. No, możecie iść.

Wyszli z gabinetu naburmuszeni, z minami które mówiły, to nie fair, to nie była nasza wina. Ale z drugiej strony zrobili dobry uczynek dla uczniów, już ich ta wredna profesor Tylor nie będzie uczyć, będzie ktoś inny, ciekawe tylko kto. Oby był miły, bo inaczej ich poświęceni pójdzie na marne. Kierowali się w stronę Wielkiej Sali bo miał być właśnie Lunch, gdy James zobaczył, że w ich stronę idzie opiekunka Gryfindiru Alice Smith. Jimmy zatrzymał się gwałtownie.

-O co chodzi? - spytał zdziwiony Mike

-Idzie Smith – odrzekł półszeptem

-To co? Prędzej czy później i tak da Ci ochrzan – dodał Tom

-Wolę jednak później

James rzucił się do ucieczki i po chwili zniknął w którymś z korytarzy. Alice podeszła do Fred'a, Tom'a i Mike'a, stanęła przed nimi z założonymi rękami i już po chwili zaczęła robić im wykład, energicznie przy tym gestykulując.

-I jak wam poszło? - spytał Al kiedy tylko Mike i Tom usiedli przy stole – słyszałem że dyrektor wywalił Tylor, czy to prawda?

-Oczywiście, że tak – powiedział Mike – Co prawda kosztowało nas to niezłą kare, ale warto było

-Gdzie James? - Rose zaczęła się rozglądać – nie był z wami?

-Był – powiedział Fred, który właśnie ugryzł kolejny kęs kurczaka – ale uciekł, przed profesor Smith

-No dobra, ale teraz już o ważnych sprawach. Ile punktów nam odjęli?

-Czy to zawsze u Ciebie jest na pierwszym miejscu? - spytał Mike – Nie wiem ile, z jednej strony mnóstwo, a z drugiej nic

-Ale jak to?

-No normalnie – dodał Fred – Tak, jak była jeszcze normalna, to odjęła z 30, a później jak oszalała odjęła z 300

-30 to nic!? Mogliście być bardziej ostrożnie – fuknęła na nich panna Weasley

-Jaka nie wdzięczna, my się staramy jak możemy, uwalniamy szkołę od baby herod a ta tak się odwdzięcza – powiedział z pretensjami do niej Mike, Rose tylko zmrużyła oczy i pokazała im język

-Kurcze...- zaczął Al – chciałbym tam być i widzieć jak ona dostaje szału

-No, masz czego żałować – powiedział mało co zrozumiale Fred, bo napchał się surówką i ziemniakami.

James'owi burczało w brzuchu, ale nie chciał się spotkać z profesor Smith, więc wolał nie ryzykować wejścia do Wielkiej Sali. Siedział na błoniach, zastanawiając się nad tym kto będzie nowym nauczycielem bo był bardzo ciekawy, było jeszcze jedno pytanie które nie dawało mu spokoju. A to pytanie brzmiało co powiedzą rodzice, gdy dowiedzą się, że przez Jimmy'ego, wyleciał nauczyciel, oczywiście mógłby im wyjaśnić, że była okrutna i w ogóle, ale oni by mu powtarzali, a mówiliśmy Ci, żebyś od razu zgłosił dyrektorowi, a nie sam załatwiał takie sprawy. Oczywiście inaczej zareaguje mama, a inaczej tata. Ginny, jeśli chodzi o takie sprawy na pewno bardzo się zdenerwuje, zapewne wyśle krzykacza, gdyby James był teraz w domu dostał by od niej szlaban chyba na trzy miesiące, bez wychodzenia do kolegów, bez komputera, telewizora, różdżki i miotły i był by James'em Syriuszem Potter'em, a nie jak zazwyczaj Jimmym. Tak nazywała go Ginny gdy akurat zdarzało mu się nic nie nabroić. Jakie ma szczęście, że akurat jest w Hogwarcie. Harry zareagował by trochę inaczej, oczywiste jest, że by się zdenerwował, a był dość nerwowym człowiekiem, ale co się dziwić w przeszłości nie miał lekko. Na pewno na krzyczał by na James'a, możliwe że dałby i szlaban ale na pewno nie aż tak długi i nie na wszystko jak Ginny. Harry potrafił się gniewać czasami prawie przez cały dzień. Ale przynajmniej Ginny daje się zmiękczyć gdy widzi jak jej dziecko płacze, nie zawsze, ale przeważnie tak. Co innego jej mąż. Harry nie daje się w to wrobić, jest za twardy. James naprawdę zaczął się cieszyć, że jest w szkole i nie ma tu jego rodziców. Ta radocha nie trwała wiecznie, bo coś go szarpnęło i podniosło, tak, że stanął na nogi. Spojrzał za siebie i zobaczył Alice Smith, przełknął głośno ślinę.

-Dzień dobrzy pani profesor – uśmiechną się sztucznie

-Oj nie wiem czy dla Ciebie taki dobry – zaczęła patrząc groźnie na Potter'a – Co ty sobie w ogóle myślałeś co? Że to taka dobra zabawa? Że wszyscy Cie za to pokochają?

-Nie, po prostu oddałem dobrą przysługę kolegom ze szkoły, nikt nie lubił tej baby

-To nie znaczy, że trzeba zaraz robić, złomowisko z sali i psychiki profesroki!

-Ona zaczęła z moim bratem!

-James, nie tym tonem... poza tym mogłeś powiedzieć dyrektorowi, wiesz jak było to nie rozsądne? Nie rozumiesz że mogłeś...

Profesor Alice kątynułowała, a James w pewnym momencie po prostu się wyłączył, bla, bla, bla – myślał chłopak – o czym ona w ogóle gada? Myśli, że ja ją w ogóle słucham... to mój brzuch, burczy, chyba będę musiał iść coś zjeść... - pogrążył się we własnych myślach

-Rozumiesz mnie? - spytała stanowczo

-Ee... tak, rozumiem – na szczęści obudził się z rozmyśleń by usłyszeć „rozumiesz mnie?”

-W takim razi możesz już iść... i żeby mi to było ostatni raz

-Dobrze – Jimmy odwrócił się i ruszył ku wejściu do Hogwartu, wiedział doskonale, że zrobi jeszcze nie jeden numer, ale zawsze odpowiadał „dobrze”.

W końcu nadeszła pora kolacji i dyrektor ogłosił uczniom, że to on ma być nowym nauczycielem zielarstwa. Uczniowie zaczęli wiwatować i klepać po ramieniu James'a i reszty która pomogła wywalić ze szkoły Tylor. To co zrobili dla uczniów, był to niesamowity wyczyn na który nikt by sienie odważył, nie znali nikogo kto by tak, dogadywał profesorom a zwłaszcza Tylor, a dla nauczycieli było to niestosowne i to jeszcze JAK niestosowne. Dyrektor był bardzo lubiany przez wszystkich, więc byli bardzo szczęśliwi, lepszy nauczyciel nie mógł im się trafić. Na drugi dzień, rano James dostał list od rodziców. Poszedł do łazienki, ponieważ chciał przeczytać w spokoju, a u niego w pokoju to nie było możliwe, gdyż co rano były walki na poduszki czy na skarpety lub inne wygłupy jak na przykład granie rzucanie piórnikiem lub udawanie któregoś z nauczycieli. Tak więc James wszedł do jednej z kabin, opuścił deskę i usiadł na sedesie. Ostrożnie otworzył list z zamkniętymi oczami. Już wcześniej było wiadomo, że to nie krzykacz, ale mimo wszystko, bał się spojrzeć. Otworzył jedno oko, potem drugie i zaczął czytać.

 

James nawet nie wiesz jakie masz szczęście, że to ja wysyłam

Ci list, a nie twoja mama. Ale gdyby wiedziała

wysłała by Ci co najmniej dwa krzykacze. Ja jej oczywiście

powiem, bo nie myśl że jestem zadowolony z tego co zrobiłeś,

choć z drugiej strony zrobiłeś to dla brata, mimo wszystko uważam,że

powinieneś iść z tym do Dyrektora Longobottom'a, a nie załatwiać

tego sam. Zapewne wiedziałeś, że to powiem bo już to mówiłem

ale będę powtarzał dopóki się nie zrozumiesz. Jestem pewny że akurat

TO zrobiłeś w dobrej sprawie, nie mając ochoty się tylko głupio

zabawić, choć było to wbrew zasadom, to uczyniłeś szczęśliwszych

uczniów, dlatego nie mogę Ci mieć tego do końca za złe.

Ale powiem Ci coś Kiedy łamiesz zasady, łam je mocno i na dobre.

Co nie oznacza, że pozwalam Ci łamać więcej zasad, mówię tylko

O bardzo wyjątkowych sytuacjach. No dobra, trzymaj się, i pozdrów

Al'a.

Kochający Tata

 

-Nie było tak źle – stwierdził wkładając list do koperty – mogło być gorzej

Wyszedł z kabiny i wrócił do swojego pokoju, zdawał sobie sprawe z tego, że profesor Smith może go tępić za ten wybryk przez cały semestr, chcąc dać mu i jego kumplom nauczkę, ale jakoś miał to w nosie, wolał się cieszyć chwilą, w której nie dostał krzykacza i dłuugiego listu od Ginny. Albus był wdzięczny bratu, ale nie okazywał mu tego specjalne, chociaż co dziwne przez cały tydzień ogóle się ze sobą nie kłócili. Ich przyjaciół zaczęło to trochę martwić, zastanawiali się i pytali czy dobrze się czują. Po paru dniach bez kłótni zaczęli kombinować, co zrobić by było jak dawniej. Rose siedziała na fotelu w pokoju wspólnym czytając książkę, a kumple James'a i Albus'a przy stoliku obok.

-Nie możecie tego zrozumieć, że tak jest lepiej? - spytała Rose – nawet nie wiecie jak to jest gdy ciągle się sprzeczają. Poza tym, bracia powinni żyć w zgodzie

Popatrzyli na nią z minami mówiącymi „Jak się nie znasz to się nie odzywaj”, a ona pokręciła tylko głową i dalej zajęła się czytaniem książki. Gdy już mieli wkraczać do akcji usłyszeli krzyki.

-Odwal się ode mnie! - był to głos Al'a, można było go poznać, gdyż w jego głosie słychać było delikatna chrypkę.

-Bo co mi zrobisz!? Poza tym ty i tak nie grasz w quitticha!

Bracia pojawili się na schodach. Albus trzymał swoją miotłę, a Jimmy próbował ją mu wyrwać

-Nie obchodzi mnie że złamałeś swoją, ja ci mojej nie dam!

-Jeszcze zobaczymy!

Siłowali się i siłowali, raz miotła była bardziej po stronie Al'a, a raz po stronie drugiego Potter'a

-Ty i tak nie mógłbyś grać, tłuczek by Cię dopadł zanim zdążył byś usiąść na miotłę..

Albus wkurzył się i puścił miotłę, a Jimmy spadał z dwóch stopni na podłogę.

-Nie żyjesz!! - wrzasnął i zaczął gonić brata.

Teraz już zapomnieli o miotle, trzy razy zrobili kółko wokół swoich przyjaciół, którzy patrzyli na nich z wytrzesztrzonymi oczami. Potem wybiegli z dormitorium. Ich przyjaciele, gapili się jeszcze przez chwilę w drzwi przez które wyszli, po ich twarzach widać, że pogubili się w całej tej sytuacji. Jednak po paru sekundach się ocknęli.

-No! I teraz jest jak dawniej – ucieszył się Mike

Rose znów pokręciła głową i poszła do swojego pokoju.

 

Hej chciałam wam podziękować za to że odwiedzacie mojego bloga, że go komętujecie i że go czytacie, tak przynajmnie myślę, że czytacie xD Dzieki waszym komentom i liczbie wyświtleń motywujecie mnie do dalszego pisania:D Naprawdę Wielkie Dzięki za to:) I pozdrowiam tych co czytają, komentują wchodzą, i tych co kiedyś wejdą :))

 


Głosuj (0)
Kiara18 13:17:07 19/08/2011 [Powrót] Komentuj

...
brak www
data: 21:57:20 27/08/2011
cmv36.neoplus.adsl.tpnet.pl
IP: 83.31.149.36
Ja czytam wszystkie Twoje notki i podziwiam Cię za to że piszesz bo wiem że to nie jest proste zadanie ogarnąć takiego bloga itd. Więc 3mam kciuki i pozdrawiam :*




Nazwa Bloga
Harry Potter - Nowe Pokolenie
Home
Strona Główna
Księga
Księga Gości 3
Dodaj do Księgi
Profil
Jestem Karolina interesuje się aktorstwem i dubbingiem, kocham zwierzęta i w przyszłości chciałabym im pomagać :))
Ulubieni
Opis
Archiwum
2011
Wrzesień
Sierpień
Lipiec

Avatar

Dodaj do Ulubionych
Linki
Licznik
3717